test
Znaleziono 195 wpisów pasujących do wyszukiwanego hasła "omd"
Jeżeli nie odnalazłeś interesujących Cię wpisów załóż nowy temat
Powiadamiaj mnie o nowych wpisach
autor
1 gru (11 dni temu)
1 gru (11 dni temu)
kolego drogi, wiem ze wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, jak czytam ze macie 32-34 stopnie, to zazdroszczę, w mojej fabryce w bielsku od marca do listopada temperatura średnio przekracza 37-38 godzin, miejscami na hali dochodzi do ponad 45 (ponad 1400 os na hali) omdlenia są na porządku dziennym, żadne prawo nie mówi o tym jaka maksymalna temperatura może być, jest zaznaczona tylko minimalna. Woda pitna to podstawa, zapewnia pracodawca, średnio wypijasz wtedy butelkę półlitrowa co 15 minut, przez 8-12 godzin. Jednak z tego co tutaj widzę po opiniach ludzi, ciężko tam macie, i z wypłatami mogli by się postarać, ja zagram teraz solidarnie z wami i sprzętu tej firmy nie kupie, własnie przez opinie pracowników. pozdrawiam serdecznie, trzymajcie się tam i walczcie o swoje
użytkownik
26 paź (miesiąc temu)
26 paź (miesiąc temu)
ługiSzkoleniaKurs IRATA (Level 1,2,3)
Kurs IRATA (Level 1,2,3)Kurs IRATA (Level 1,2,3)Kurs IRATA (Level 1,2,3)
Kurs IRATA (Level 1,2,3)
status_iconProdukt na zamówienie - prosimy o kontakt w celu ustalenia czasu realizacji.
Nasza cena:
3 200,00 zł

1

KUP TERAZ + Dodaj do obserwowanych Dodaj do porównania
Zapisz
OPIS PRODUKTUZADAJ PYTANIEPOLEĆ ZNAJOMYMOPINIE O PRODUKCIE
IRATA - międzynarodowe szkolenie do prac na wysokości w dostępie linowym

(Szkolenie jest zwolnione z VAT - podana cena jest ceną netto)



Harmonogram szkoleń - link

Szkolenia - odpowiedzi na wszelkie pytania pod numerem.

tel: +48 882 168 484

Poziomy kwalifikacyjne:

Poziom 1. Technik dostępu linowego: na tym poziomie jest zdolny do wykonania działań dostępu linowego w ograniczonym zakresie pod nadzorem osoby z kwalifikacjami poziomu 3.

Poziom 2. Technik dostępu linowego - Specjalista: na tym poziomie posiada wiedzę oraz umiejętności w pełnym zakresie dostępu linowego, przygotowuje stanowiska i bierze udział w akcjach ratowniczych pod nadzorem specjalisty poziomu 3.

Poziom 3. Technik dostępu linowego – Nadzorujący: nadzoruje prace, bierze pełną odpowiedzialność za dane roboty oraz grupy podlegających mu pracowników. Prezentuje pełną wiedzę oraz umiejętności z poziomów 1, 2 i 3. Posiada kompleksową wiedzę na temat zaawansowanych technik ratowniczych, przepisów prawnych i systemu certyfikacji IRATA oraz posiada aktualny certyfikat pierwszej pomocy.

Czas trwania:

6 dni (5 dni szkolenia + 1 dzień egzamin).
Szkolenie składa się m.in. z części teoretycznej, gdzie poruszane są zagadnienia związane z pracą na wysokości. Główną częścią jest jednak szkolenie praktyczne, obejmujące techniki stosowane w pracach na wysokości. Ostatni dzień szkolenia to egzamin praktyczny, który jest przeprowadzany przez niezależnego Asesora IRATA.

Wymagania:

• Kandydat powinien mieć skończone 18 lat
• Kandydat powinni być w dobrej kondycji fizycznej i nie posiadać schorzeń, które obniżyłyby bezpieczeństwo ich pracy. Powinni być w tak dobrej kondycji fizycznej, by podołać zadaniom wymagającym odpowiedniej koordynacji, siły i zwinności.
• Kandydat nie może posiadać przeciwwskazań do pracy na wysokości, takich jak:
- choroby serca/bóle w klatce piersiowej
- wysokie ciśnienie krwi
- epilepsja, omdlenia
- lęk wysokości, zawroty głowy
- zaburzenia równowagi
- uszkodzenia funkcji kończyn
- uzależnienie alkoholowe lub uzależnienie od środków odurzających
- zaburzenia psychiczne
- cukrzyca

Wszyscy przyszli pracownicy powinni posiadać badania lekarskie do pracy na wysokości, przed rozpoczęciem tego rodzaju prac i powinni poddawać się regularnym badaniom okresowym. W przypadku braku badania lekarskiego, kandydaci muszą podpisać oświadczenie o stanie zdrowia.

Certyfikat

Po ukończeniu szkolenia, uczestnicy otrzymują certyfikat organizacji IRATA oraz tzw. Logbook w którym odnotowywany jest przebieg pracy zawodowej danego technika.
Każdy certyfikat, niezależnie od poziomu, jest wydawany na okres 3 lat. Po upływie tego terminu należy przystąpić do 2 dniowego szkolenia okresowego w certyfikowanym ośrodku i zdać egzamin przed akredytowanym asesorem IRATA.
Ponadto technicy którzy nie brali udziału w pracach wysokościowych przez okres dłuższy, niż 6 miesięcy muszą przejść ponownie szkolenie.
Beton na pewno każdego pracownika nie wysyła na szkolenia tego typu
użytkownik
24 paź (miesiąc temu)
24 paź (miesiąc temu)
czesc. Tęperatura na peelingu w lato to rekord 42 stopnie (tego roczne lato).
Każdemu taka temperatura daje się we znaki, ciekawe co bedzie po 12 godzinach :) omdlenia czy zawały :)
Panie pracują tam tylko dla tego że nie chcą się przenosić na inne biznesy np NOX-y. na LSH oraz GPF-y mają zablokowane przejścia.
Nie ma żadnego wysługiwania o którym piszesz. Wszyscy robią to samo i tyle samo, bez względu na płeć.
Kobiety wiedzą na czym ta praca polega i nie ma taryfy ulgowej (oczywiście poza dźwiganiem czegoś co poprostu jest ciężkie dla każdego)
Głośno jest, szum a wręcz ryk odkurzaczy jest niemożliwy (jak kiedyś w sobotę robili pomiary to przy włączonym sprzęcie było ponad 100 decybeli).
użytkownik
23 paź (miesiąc temu)
23 paź (miesiąc temu)
Nigdy więcej nie wstawię samochodu do tego warsztatu,czas oczekiwania na samochód może doprowadzić do omdlenia, prowadzący warsztat ma klientów w głębokim poważaniu.Zakres prac wykonanych w samochodzie może i fachowy jak ktoś ma parę tygodni czasu

Co mógłby zrobić pracodawca aby poprawić atmosferę w firmie:
Wylecieć w kosmos
użytkownik
8 paź (2 miesiące temu)
8 paź (2 miesiące temu)
Tu w Polsce według mnie agencja, Państwo jesteście fachowi, dobrze podchodzicie...realizujecie...działacie uczciwie, może i pomagacie, rezygnującym nie robicie na złość, a i widzę pojawiły się całkiem ale tak tylko na oko bo patrząc w ten moment, fajne oferty pracy.

Na dzień dzisiejszy cieszy mnie to i chwale jak pracujący zawodowo nawet bez kwalifikacji, mają dobrą kwaterę pojawiają się i są bezpłatne, adekwatne stawki, wynagrodzenie i to nie pomniejszone o jeszcze jakieś bzdury, norma obowiazki takie niepowalające że nikt nie musi korzystać pójścia do lekarza czy wzywania karetki no chyba że upał, dochodzi do omdlenia, byłam świadkiem jak firma postąpiła ładnie wszystkich wysłała do domu nic nie potrącając, zapewniała zawsze śniadanie na kantynie w soboty za darmo, takie dobre momenty miałam u konkurencji, mało co spotykane na magazynach, ale i złe warunki, mniej dla pracownika wiecej dla agencji?nie wiem czemu ma to służyć, szef tłuściejszy? Instytucje Niemieckie rozdają daaary a szef sobie je bierze?gdzie one są wracają do dającego hi hi
Przepraszam uczciwych. Pani z kosą nie przyjdzie.
użytkownik
1 paź (2 miesiące temu)
1 paź (2 miesiące temu)
Dostali Pluszssss'e, dwie przerwy, jest woda i wiatraczki, to po co te marudzenie, nic wam nie będzie, najwyżej dwa-trzy omdlenia jak co roku i już mamy październik i już chłodzio i tera 9miesiecy w komfortowych warunkach hihihi
użytkownik
19 wrz (2 miesiące temu)
19 wrz (2 miesiące temu)
Do gabinetu Adama Pietrulewicza wchodzi się spokojnym, a wychodzi mocno zdenerwowanym, więc coś jest z nim jednak nie
tak skoro świadczy usługi jako l e karz psy ch i a tra.
To totalny psychopata i świr, który sam potrzebuje silnych środków psychotropowych , gdyż jak na razie nie pomaga pacjentom, a im szkodzi.
Jest też sprzedajnym palantem i pośrednikiem w handlu ludźmi
z pedofilami , zboczeńcami i zbrodniarzami.
Powiązany jest w interesach na zbrodniach nie tylko z innymi pracownikami służby zdrowia , begłymi sądowymi i zleceniodawcami zbrodni, ale także pracownikami wymiaru sprawiedliwości
Moja diagnoza dla niego: pedał ( co widać na pierwszy rzut oka bez kończenia studiów z zakresu psychiatrii ) , zboczony świr, maniak prześladujący innych ludzi. O jeden chromosom za dużo lub za mało.
Nie leczy a truje pacjentów wmawiając im choroby , które nie istnieją . Przepisywaną chemią funduje im choroby , a m.in.. raka .
niedociśnienie ortostatyczne w połączeniu z tachykardią, zawrotami głowy i omdleniami.
Bez przeprowadzenia ze mną wywiadu na temat stanu mojego zdrowia, bez zrobenia badań lekarskich przepisuje trutkę przy zażywaniu której
należy zachować szczególną ostrożność u osób z rozpoznaną chorobą układu krążenia (zawał mięśnia sercowego, niedokrwienie, niewydolność serca lub zaburzenia przewodnictwa), u osób ze schorzeniami naczyń mózgowych oraz w warunkach, które mogą predysponować pacjentów do wystąpienia niedociśnienia (odwodnienie, małe wypełnienie
łożyska naczyniowego, stosowanie leków przeciwnadciśnieniowych).

W następujących przypadkach chory powinien pozostawać pod obserwacją lekarza (który zleci wykonanie odpowiednich badań dodatkowych):
· jeśli choruje na cukrzycę lub zalicza się do grupy wysokiego ryzyka zachorowania na tę chorobę (u takich osób należy odpowiednio często kontrolować masę ciała i poziom glukozy we krwi)
· jeśli występują u niego zaburzenia stężenia lipidów lub jest w grupie osób predysponowanych do wystąpienia takich zaburzeń
jeśli cierpi na przerost gruczołu krokowego, niedrożność porażenną jelit i podobne choroby, które mogą ulegać zaostrzeniu pod wpływem antycholinergicznych właściwości olanzapiny
· jeśli stwierdzono u niego małą liczbę leukocytów i/lub granulocytów obojętnochłonnych, jeśli przyjmuje leki mogące wywoływać neutropenię, stwierdzono u niego zahamowanie czynności i/lub toksyczne uszkodzenie szpiku indukowane przez leki w wywiadzie, cierpi na zahamowanie czynności szpiku spowodowane przez współistniejącą chorobę, radioterapię bądź chemioterapię oraz jeśli stwierdzono u niego na hipereozynofilię lub chorobę mieloproliferacyjną.

Preparat należy stosować ostrożnie u osób:
· stosujących równolegle inne leki, mogące powodować wydłużenie odstępu QT, w podeszłym wieku, z wrodzonym zespołem wydłużonego odstępu QT, z zastoinową niewydolnością serca, przerostem mięśnia sercowego, zmniejszonym stężeniem potasu lub magnezu we krwi
· z napadami drgawkowymi lub z niskim progiem drgawkowym np. w chorobie Alzheimera; obniżenie progu drgawkowego jest bardziej prawdopodobne u chorych po 65. roku życia
· z zaburzeniami czynności wątroby oraz u osób stosujących leki o właściwościach potencjalnie hepatotoksycznych; (obserwowano przemijający wzrost aktywności aminotransferaz, zwłaszcza na początku leczenia; zaleca się okresową kontrolę aktywności AlAT i AspAT, w przypadku stwierdzenia zapalenia wątroby lekarz prawdopodobnie zaleci odstawienie preparatu)
· z czynnikami ryzyka wystąpienia żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej
· równolegle stosujących leki działające na ośrodkowy układ nerwowy lub alkohol.

Nie polecam wchodzenia do gabinetu tego czuba.
zapraszam na moje strony po więcej informacji na temat jego zbrodni , innych lekarzy, wymiaru sprawiedliwości itd.
http://sswiki11.blogspot.com/2016/09/leczenie-psychiatryczne-bez-zgody.html

http://criminalcasesport.blogspot.com/2017/01/blog-ten-dotyczy-ludobojstwa-jakie.html

https://web.facebook.com/profile.php?id=100010268250526

użytkownik
10 wrz (3 miesiące temu)
10 wrz (3 miesiące temu)
Kurcewiczowej w Rozłogach.”

1864
— Toś ty, rarożku, do Łubniów[1281] jechał i nie wiesz, gdzie Rozłogi? — rzekł Bohun poglądając strasznym wzrokiem na Rzędziana.

1865
— Gdzie mi kazali, tamem jechał! — odparł pachołek.

1866
— Mam-li otworzyć? Sigillum[1282] szlacheckie święta rzecz — zauważył Zagłoba.

1867
— Mnie tu hetman wielki dał prawo wszelakie pisma przeglądać. Otwieraj i czytaj.

1868
Zagłoba otworzył i czytał:

1869
— „Mnie wielce miłościwa pani, etc. Donoszę W. M. Pani, jakom już w Kudaku stanął, skąd, daj Boże szczęśliwie, dzisiejszego rana na Sicz[1283] jechał będę, a teraz nocą tu piszę, od niespokojności spać nie mogąc, aby was zaś jaka przygoda od tego zbója Bohuna i jego hultajów nie spotkała. A że mnie tu i pan Krzysztof Grodzicki powiadał, że rychło patrzyć, jak wielka wojna wybuchnie, od której się też i czerń podniesie, przeto zaklinam i błagam W. M. Panią, byś eo instante[1284], choćby i stepy nie wyschły, choćby wierzchem, zaraz z kniaziówną do Łubniów jechać raczyła i tego nie poniechała, gdyż ja na czas wrócić nie zdołam. Którą prośbę racz W. M. Pani zaraz spełnić, abym o szczęśliwość mnie przyrzeczoną mógł być bezpiecznym i za powrotem się rozradować. A co masz W. M. Pani z Bohunem kunktować[1285] i mnie przyrzekłszy dziewkę, jemu ze strachu piaskiem w oczy rzucać, to lepiej sub tutelam[1286] księcia, mego pana, się schronić, któren praesidium[1287] do Rozłogów wysłać nie omieszka, a tak i majętność ocalicie. Przy czym mam zaszczyt etc., etc.”

1870
— Hm! mości Bohunie — rzekł pan Zagłoba — usarz coś rogi ci chce przyprawić. Toście do jednej dziewki szli w koperczaki? Czemuś nie mówił? Aleć się pociesz, bo i mnie się raz zdarzyło…

1871
Nagle rozpoczęta facecja[1288] skonała na ustach pana Zagłoby. Bohun siedział nieporuszenie przy stole, ale twarz jego była jakby konwulsjami ściągnięta, blada, oczy zamknięte, brwi sfałdowane. Działo się z nim coś strasznego.

1872
— Co tobie? — spytał pan Zagłoba.

1873
Kozak począł gorączkowo ręką machać, a z ust jego wyszedł przyciszony, chrapliwy głos:

1874
— Czytaj, czytaj drugie pismo.

1875
— Drugie jest do kniaziówny Heleny.

1876
— Czytaj, czytaj!

1877
Zagłoba zaczął:

1878
— „Najsłodsza, umiłowana Halszko, serca mego pani i królowo! Gdy po służbie książęcej jeszcze niemały czas w tych stronach zostać muszę, piszę tedy do stryjny, abyście do Łubniów[1289] zaraz jechały, w których żadna twej niewinności szkoda zdarzyć się od Bohuna nie może i wzajemny afekt nasz na szwank narażon nie będzie…”

1879
— Dosyć! — krzyknął nagle Bohun i porwawszy się w szale od stołu skoczył ku Rzędzianowi.

1880
Obuch zawarczał w jego ręku i nieszczęsny pacholik, uderzony wprost w piersi, jęknął tylko i zwalił się na podłogę. Obłęd porwał Bohuna: rzucił się na pana Zagłobę, wyrwał mu listy i schował je w zanadrze.

1881
Zagłoba, porwawszy gąsiorek z miodem, skoczył ku piecowi i krzyczał:

1882
— W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Człeku, czyś ty się wściekł? Czyś oszalał? Uspokójże się, zmityguj! Wsadźże łeb w wiadro, do stu diabłów!… Słyszyszże mnie!

1883
— Krwi, krwi! — wył Bohun.

1884
— Czy ci się rozum pomieszał? Wsadźże łeb w wiadro, mówię ci! Masz już krew, rozlałeś ją, i to niewinnie. Już ten nieszczęsny wyrostek nie dysze. Diabeł cię opętał — alboś sam diabeł z ostatkiem. Opamiętajże się, a nie, to jechał cię sęk, pogański synu!

1885
Tak krzycząc pan Zagłoba przesunął się z drugiej strony stołu ku Rzędzianowi i schyliwszy się nad nim, jął go macać po piersiach i rękę mu do ust przykładać, z których krew się rzuciła obficie.

1886
Bohun uchwycił się tymczasem za głowę i skowyczał jak ranny wilk. Potem padł na ławę nie przestając skowyczeć, bo się w nim dusza z wściekłości i bólu rozdarła. Nagle zerwał się, dobiegł do drzwi, wywalił je nogą i wypadł do sieni.

1887
— Lećże na złamanie karku! — mruknął do siebie pan Zagłoba. — Leć i rozbij łeb o stajnię albo stodołę, chociaż, jako rogal, bóść śmiało możesz. A to furia! Jeszczem też nic podobnego w życiu nie widział. Zębami tak kłapał jak pies na zalotach. Ale ten pachołek żywię jeszcze, niebożątko. Krew, AlkoholDalibóg, jeżeli mu ten miód nie pomoże, to chyba zełgał, że szlachcic.

1888
Tak mrucząc pan Zagłoba wsparł głowę Rzędziana na swych kolanach i począł mu z wolna sączyć trójniak do ust zsiniałych.

1889
— Obaczymy, czy masz dobrą krew w sobie — mówił dalej do omdlałego — gdyż żydowska, podlana miodem albo-li winem, warzy się; chłopska, jako leniwa i ciężka, idzie na spód, a jeno szlachecka animuje się i wyborny tworzy likwor, któren[1290] ciału daje męstwo i fantazję. Innym też nacjom różne dał Pan Jezus napitki, aby zaś każda miała swoją stateczną pociechę.

1890
Rzędzian jęknął słabo.

1891
— Aha, chcesz więcej! Nie, panie bracie, pozwólże i mnie…. ot, tak! A teraz, gdyś już dał znak życia, chyba cię przeniosę do stajni i położę gdzie w kącie, aby cię ten smok kozacki do reszty nie rozdarł, gdy wróci. Niebezpieczny to jest przyjaciel — niechże go diabli porwą, bo widzę, że rękę chyższą m
użytkownik
10 wrz (3 miesiące temu)
10 wrz (3 miesiące temu)
Kurcewiczowej w Rozłogach.”

1864
— Toś ty, rarożku, do Łubniów[1281] jechał i nie wiesz, gdzie Rozłogi? — rzekł Bohun poglądając strasznym wzrokiem na Rzędziana.

1865
— Gdzie mi kazali, tamem jechał! — odparł pachołek.

1866
— Mam-li otworzyć? Sigillum[1282] szlacheckie święta rzecz — zauważył Zagłoba.

1867
— Mnie tu hetman wielki dał prawo wszelakie pisma przeglądać. Otwieraj i czytaj.

1868
Zagłoba otworzył i czytał:

1869
— „Mnie wielce miłościwa pani, etc. Donoszę W. M. Pani, jakom już w Kudaku stanął, skąd, daj Boże szczęśliwie, dzisiejszego rana na Sicz[1283] jechał będę, a teraz nocą tu piszę, od niespokojności spać nie mogąc, aby was zaś jaka przygoda od tego zbója Bohuna i jego hultajów nie spotkała. A że mnie tu i pan Krzysztof Grodzicki powiadał, że rychło patrzyć, jak wielka wojna wybuchnie, od której się też i czerń podniesie, przeto zaklinam i błagam W. M. Panią, byś eo instante[1284], choćby i stepy nie wyschły, choćby wierzchem, zaraz z kniaziówną do Łubniów jechać raczyła i tego nie poniechała, gdyż ja na czas wrócić nie zdołam. Którą prośbę racz W. M. Pani zaraz spełnić, abym o szczęśliwość mnie przyrzeczoną mógł być bezpiecznym i za powrotem się rozradować. A co masz W. M. Pani z Bohunem kunktować[1285] i mnie przyrzekłszy dziewkę, jemu ze strachu piaskiem w oczy rzucać, to lepiej sub tutelam[1286] księcia, mego pana, się schronić, któren praesidium[1287] do Rozłogów wysłać nie omieszka, a tak i majętność ocalicie. Przy czym mam zaszczyt etc., etc.”

1870
— Hm! mości Bohunie — rzekł pan Zagłoba — usarz coś rogi ci chce przyprawić. Toście do jednej dziewki szli w koperczaki? Czemuś nie mówił? Aleć się pociesz, bo i mnie się raz zdarzyło…

1871
Nagle rozpoczęta facecja[1288] skonała na ustach pana Zagłoby. Bohun siedział nieporuszenie przy stole, ale twarz jego była jakby konwulsjami ściągnięta, blada, oczy zamknięte, brwi sfałdowane. Działo się z nim coś strasznego.

1872
— Co tobie? — spytał pan Zagłoba.

1873
Kozak począł gorączkowo ręką machać, a z ust jego wyszedł przyciszony, chrapliwy głos:

1874
— Czytaj, czytaj drugie pismo.

1875
— Drugie jest do kniaziówny Heleny.

1876
— Czytaj, czytaj!

1877
Zagłoba zaczął:

1878
— „Najsłodsza, umiłowana Halszko, serca mego pani i królowo! Gdy po służbie książęcej jeszcze niemały czas w tych stronach zostać muszę, piszę tedy do stryjny, abyście do Łubniów[1289] zaraz jechały, w których żadna twej niewinności szkoda zdarzyć się od Bohuna nie może i wzajemny afekt nasz na szwank narażon nie będzie…”

1879
— Dosyć! — krzyknął nagle Bohun i porwawszy się w szale od stołu skoczył ku Rzędzianowi.

1880
Obuch zawarczał w jego ręku i nieszczęsny pacholik, uderzony wprost w piersi, jęknął tylko i zwalił się na podłogę. Obłęd porwał Bohuna: rzucił się na pana Zagłobę, wyrwał mu listy i schował je w zanadrze.

1881
Zagłoba, porwawszy gąsiorek z miodem, skoczył ku piecowi i krzyczał:

1882
— W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Człeku, czyś ty się wściekł? Czyś oszalał? Uspokójże się, zmityguj! Wsadźże łeb w wiadro, do stu diabłów!… Słyszyszże mnie!

1883
— Krwi, krwi! — wył Bohun.

1884
— Czy ci się rozum pomieszał? Wsadźże łeb w wiadro, mówię ci! Masz już krew, rozlałeś ją, i to niewinnie. Już ten nieszczęsny wyrostek nie dysze. Diabeł cię opętał — alboś sam diabeł z ostatkiem. Opamiętajże się, a nie, to jechał cię sęk, pogański synu!

1885
Tak krzycząc pan Zagłoba przesunął się z drugiej strony stołu ku Rzędzianowi i schyliwszy się nad nim, jął go macać po piersiach i rękę mu do ust przykładać, z których krew się rzuciła obficie.

1886
Bohun uchwycił się tymczasem za głowę i skowyczał jak ranny wilk. Potem padł na ławę nie przestając skowyczeć, bo się w nim dusza z wściekłości i bólu rozdarła. Nagle zerwał się, dobiegł do drzwi, wywalił je nogą i wypadł do sieni.

1887
— Lećże na złamanie karku! — mruknął do siebie pan Zagłoba. — Leć i rozbij łeb o stajnię albo stodołę, chociaż, jako rogal, bóść śmiało możesz. A to furia! Jeszczem też nic podobnego w życiu nie widział. Zębami tak kłapał jak pies na zalotach. Ale ten pachołek żywię jeszcze, niebożątko. Krew, AlkoholDalibóg, jeżeli mu ten miód nie pomoże, to chyba zełgał, że szlachcic.

1888
Tak mrucząc pan Zagłoba wsparł głowę Rzędziana na swych kolanach i począł mu z wolna sączyć trójniak do ust zsiniałych.

1889
— Obaczymy, czy masz dobrą krew w sobie — mówił dalej do omdlałego — gdyż żydowska, podlana miodem albo-li winem, warzy się; chłopska, jako leniwa i ciężka, idzie na spód, a jeno szlachecka animuje się i wyborny tworzy likwor, któren[1290] ciału daje męstwo i fantazję. Innym też nacjom różne dał Pan Jezus napitki, aby zaś każda miała swoją stateczną pociechę.

1890
Rzędzian jęknął słabo.

1891
— Aha, chcesz więcej! Nie, panie bracie, pozwólże i mnie…. ot, tak! A teraz, gdyś już dał znak życia, chyba cię przeniosę do stajni i położę gdzie w kącie, aby cię ten smok kozacki do reszty nie rozdarł, gdy wróci. Niebezpieczny to jest przyjaciel — niechże go diabli porwą, bo widzę, że rękę chyższą m
użytkownik
10 wrz (3 miesiące temu)
10 wrz (3 miesiące temu)
Kurcewiczowej w Rozłogach.”

1864
— Toś ty, rarożku, do Łubniów[1281] jechał i nie wiesz, gdzie Rozłogi? — rzekł Bohun poglądając strasznym wzrokiem na Rzędziana.

1865
— Gdzie mi kazali, tamem jechał! — odparł pachołek.

1866
— Mam-li otworzyć? Sigillum[1282] szlacheckie święta rzecz — zauważył Zagłoba.

1867
— Mnie tu hetman wielki dał prawo wszelakie pisma przeglądać. Otwieraj i czytaj.

1868
Zagłoba otworzył i czytał:

1869
— „Mnie wielce miłościwa pani, etc. Donoszę W. M. Pani, jakom już w Kudaku stanął, skąd, daj Boże szczęśliwie, dzisiejszego rana na Sicz[1283] jechał będę, a teraz nocą tu piszę, od niespokojności spać nie mogąc, aby was zaś jaka przygoda od tego zbója Bohuna i jego hultajów nie spotkała. A że mnie tu i pan Krzysztof Grodzicki powiadał, że rychło patrzyć, jak wielka wojna wybuchnie, od której się też i czerń podniesie, przeto zaklinam i błagam W. M. Panią, byś eo instante[1284], choćby i stepy nie wyschły, choćby wierzchem, zaraz z kniaziówną do Łubniów jechać raczyła i tego nie poniechała, gdyż ja na czas wrócić nie zdołam. Którą prośbę racz W. M. Pani zaraz spełnić, abym o szczęśliwość mnie przyrzeczoną mógł być bezpiecznym i za powrotem się rozradować. A co masz W. M. Pani z Bohunem kunktować[1285] i mnie przyrzekłszy dziewkę, jemu ze strachu piaskiem w oczy rzucać, to lepiej sub tutelam[1286] księcia, mego pana, się schronić, któren praesidium[1287] do Rozłogów wysłać nie omieszka, a tak i majętność ocalicie. Przy czym mam zaszczyt etc., etc.”

1870
— Hm! mości Bohunie — rzekł pan Zagłoba — usarz coś rogi ci chce przyprawić. Toście do jednej dziewki szli w koperczaki? Czemuś nie mówił? Aleć się pociesz, bo i mnie się raz zdarzyło…

1871
Nagle rozpoczęta facecja[1288] skonała na ustach pana Zagłoby. Bohun siedział nieporuszenie przy stole, ale twarz jego była jakby konwulsjami ściągnięta, blada, oczy zamknięte, brwi sfałdowane. Działo się z nim coś strasznego.

1872
— Co tobie? — spytał pan Zagłoba.

1873
Kozak począł gorączkowo ręką machać, a z ust jego wyszedł przyciszony, chrapliwy głos:

1874
— Czytaj, czytaj drugie pismo.

1875
— Drugie jest do kniaziówny Heleny.

1876
— Czytaj, czytaj!

1877
Zagłoba zaczął:

1878
— „Najsłodsza, umiłowana Halszko, serca mego pani i królowo! Gdy po służbie książęcej jeszcze niemały czas w tych stronach zostać muszę, piszę tedy do stryjny, abyście do Łubniów[1289] zaraz jechały, w których żadna twej niewinności szkoda zdarzyć się od Bohuna nie może i wzajemny afekt nasz na szwank narażon nie będzie…”

1879
— Dosyć! — krzyknął nagle Bohun i porwawszy się w szale od stołu skoczył ku Rzędzianowi.

1880
Obuch zawarczał w jego ręku i nieszczęsny pacholik, uderzony wprost w piersi, jęknął tylko i zwalił się na podłogę. Obłęd porwał Bohuna: rzucił się na pana Zagłobę, wyrwał mu listy i schował je w zanadrze.

1881
Zagłoba, porwawszy gąsiorek z miodem, skoczył ku piecowi i krzyczał:

1882
— W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Człeku, czyś ty się wściekł? Czyś oszalał? Uspokójże się, zmityguj! Wsadźże łeb w wiadro, do stu diabłów!… Słyszyszże mnie!

1883
— Krwi, krwi! — wył Bohun.

1884
— Czy ci się rozum pomieszał? Wsadźże łeb w wiadro, mówię ci! Masz już krew, rozlałeś ją, i to niewinnie. Już ten nieszczęsny wyrostek nie dysze. Diabeł cię opętał — alboś sam diabeł z ostatkiem. Opamiętajże się, a nie, to jechał cię sęk, pogański synu!

1885
Tak krzycząc pan Zagłoba przesunął się z drugiej strony stołu ku Rzędzianowi i schyliwszy się nad nim, jął go macać po piersiach i rękę mu do ust przykładać, z których krew się rzuciła obficie.

1886
Bohun uchwycił się tymczasem za głowę i skowyczał jak ranny wilk. Potem padł na ławę nie przestając skowyczeć, bo się w nim dusza z wściekłości i bólu rozdarła. Nagle zerwał się, dobiegł do drzwi, wywalił je nogą i wypadł do sieni.

1887
— Lećże na złamanie karku! — mruknął do siebie pan Zagłoba. — Leć i rozbij łeb o stajnię albo stodołę, chociaż, jako rogal, bóść śmiało możesz. A to furia! Jeszczem też nic podobnego w życiu nie widział. Zębami tak kłapał jak pies na zalotach. Ale ten pachołek żywię jeszcze, niebożątko. Krew, AlkoholDalibóg, jeżeli mu ten miód nie pomoże, to chyba zełgał, że szlachcic.

1888
Tak mrucząc pan Zagłoba wsparł głowę Rzędziana na swych kolanach i począł mu z wolna sączyć trójniak do ust zsiniałych.

1889
— Obaczymy, czy masz dobrą krew w sobie — mówił dalej do omdlałego — gdyż żydowska, podlana miodem albo-li winem, warzy się; chłopska, jako leniwa i ciężka, idzie na spód, a jeno szlachecka animuje się i wyborny tworzy likwor, któren[1290] ciału daje męstwo i fantazję. Innym też nacjom różne dał Pan Jezus napitki, aby zaś każda miała swoją stateczną pociechę.

1890
Rzędzian jęknął słabo.

1891
— Aha, chcesz więcej! Nie, panie bracie, pozwólże i mnie…. ot, tak! A teraz, gdyś już dał znak życia, chyba cię przeniosę do stajni i położę gdzie w kącie, aby cię ten smok kozacki do reszty nie rozdarł, gdy wróci. Niebezpieczny to jest przyjaciel — niechże go diabli porwą, bo widzę, że rękę chyższą m
użytkownik
10 wrz (3 miesiące temu)
10 wrz (3 miesiące temu)
Kurcewiczowej w Rozłogach.”

1864
— Toś ty, rarożku, do Łubniów[1281] jechał i nie wiesz, gdzie Rozłogi? — rzekł Bohun poglądając strasznym wzrokiem na Rzędziana.

1865
— Gdzie mi kazali, tamem jechał! — odparł pachołek.

1866
— Mam-li otworzyć? Sigillum[1282] szlacheckie święta rzecz — zauważył Zagłoba.

1867
— Mnie tu hetman wielki dał prawo wszelakie pisma przeglądać. Otwieraj i czytaj.

1868
Zagłoba otworzył i czytał:

1869
— „Mnie wielce miłościwa pani, etc. Donoszę W. M. Pani, jakom już w Kudaku stanął, skąd, daj Boże szczęśliwie, dzisiejszego rana na Sicz[1283] jechał będę, a teraz nocą tu piszę, od niespokojności spać nie mogąc, aby was zaś jaka przygoda od tego zbója Bohuna i jego hultajów nie spotkała. A że mnie tu i pan Krzysztof Grodzicki powiadał, że rychło patrzyć, jak wielka wojna wybuchnie, od której się też i czerń podniesie, przeto zaklinam i błagam W. M. Panią, byś eo instante[1284], choćby i stepy nie wyschły, choćby wierzchem, zaraz z kniaziówną do Łubniów jechać raczyła i tego nie poniechała, gdyż ja na czas wrócić nie zdołam. Którą prośbę racz W. M. Pani zaraz spełnić, abym o szczęśliwość mnie przyrzeczoną mógł być bezpiecznym i za powrotem się rozradować. A co masz W. M. Pani z Bohunem kunktować[1285] i mnie przyrzekłszy dziewkę, jemu ze strachu piaskiem w oczy rzucać, to lepiej sub tutelam[1286] księcia, mego pana, się schronić, któren praesidium[1287] do Rozłogów wysłać nie omieszka, a tak i majętność ocalicie. Przy czym mam zaszczyt etc., etc.”

1870
— Hm! mości Bohunie — rzekł pan Zagłoba — usarz coś rogi ci chce przyprawić. Toście do jednej dziewki szli w koperczaki? Czemuś nie mówił? Aleć się pociesz, bo i mnie się raz zdarzyło…

1871
Nagle rozpoczęta facecja[1288] skonała na ustach pana Zagłoby. Bohun siedział nieporuszenie przy stole, ale twarz jego była jakby konwulsjami ściągnięta, blada, oczy zamknięte, brwi sfałdowane. Działo się z nim coś strasznego.

1872
— Co tobie? — spytał pan Zagłoba.

1873
Kozak począł gorączkowo ręką machać, a z ust jego wyszedł przyciszony, chrapliwy głos:

1874
— Czytaj, czytaj drugie pismo.

1875
— Drugie jest do kniaziówny Heleny.

1876
— Czytaj, czytaj!

1877
Zagłoba zaczął:

1878
— „Najsłodsza, umiłowana Halszko, serca mego pani i królowo! Gdy po służbie książęcej jeszcze niemały czas w tych stronach zostać muszę, piszę tedy do stryjny, abyście do Łubniów[1289] zaraz jechały, w których żadna twej niewinności szkoda zdarzyć się od Bohuna nie może i wzajemny afekt nasz na szwank narażon nie będzie…”

1879
— Dosyć! — krzyknął nagle Bohun i porwawszy się w szale od stołu skoczył ku Rzędzianowi.

1880
Obuch zawarczał w jego ręku i nieszczęsny pacholik, uderzony wprost w piersi, jęknął tylko i zwalił się na podłogę. Obłęd porwał Bohuna: rzucił się na pana Zagłobę, wyrwał mu listy i schował je w zanadrze.

1881
Zagłoba, porwawszy gąsiorek z miodem, skoczył ku piecowi i krzyczał:

1882
— W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Człeku, czyś ty się wściekł? Czyś oszalał? Uspokójże się, zmityguj! Wsadźże łeb w wiadro, do stu diabłów!… Słyszyszże mnie!

1883
— Krwi, krwi! — wył Bohun.

1884
— Czy ci się rozum pomieszał? Wsadźże łeb w wiadro, mówię ci! Masz już krew, rozlałeś ją, i to niewinnie. Już ten nieszczęsny wyrostek nie dysze. Diabeł cię opętał — alboś sam diabeł z ostatkiem. Opamiętajże się, a nie, to jechał cię sęk, pogański synu!

1885
Tak krzycząc pan Zagłoba przesunął się z drugiej strony stołu ku Rzędzianowi i schyliwszy się nad nim, jął go macać po piersiach i rękę mu do ust przykładać, z których krew się rzuciła obficie.

1886
Bohun uchwycił się tymczasem za głowę i skowyczał jak ranny wilk. Potem padł na ławę nie przestając skowyczeć, bo się w nim dusza z wściekłości i bólu rozdarła. Nagle zerwał się, dobiegł do drzwi, wywalił je nogą i wypadł do sieni.

1887
— Lećże na złamanie karku! — mruknął do siebie pan Zagłoba. — Leć i rozbij łeb o stajnię albo stodołę, chociaż, jako rogal, bóść śmiało możesz. A to furia! Jeszczem też nic podobnego w życiu nie widział. Zębami tak kłapał jak pies na zalotach. Ale ten pachołek żywię jeszcze, niebożątko. Krew, AlkoholDalibóg, jeżeli mu ten miód nie pomoże, to chyba zełgał, że szlachcic.

1888
Tak mrucząc pan Zagłoba wsparł głowę Rzędziana na swych kolanach i począł mu z wolna sączyć trójniak do ust zsiniałych.

1889
— Obaczymy, czy masz dobrą krew w sobie — mówił dalej do omdlałego — gdyż żydowska, podlana miodem albo-li winem, warzy się; chłopska, jako leniwa i ciężka, idzie na spód, a jeno szlachecka animuje się i wyborny tworzy likwor, któren[1290] ciału daje męstwo i fantazję. Innym też nacjom różne dał Pan Jezus napitki, aby zaś każda miała swoją stateczną pociechę.

1890
Rzędzian jęknął słabo.

1891
— Aha, chcesz więcej! Nie, panie bracie, pozwólże i mnie…. ot, tak! A teraz, gdyś już dał znak życia, chyba cię przeniosę do stajni i położę gdzie w kącie, aby cię ten smok kozacki do reszty nie rozdarł, gdy wróci. Niebezpieczny to jest przyjaciel — niechże go diabli porwą, bo widzę, że rękę chyższą m
użytkownik
9 wrz (3 miesiące temu)
9 wrz (3 miesiące temu)
Bruno Schulz
Sklepy cynamonowe
Pan Karol
1
Mąż Po południu w sobotę mój wuj, Karol, wdowiec słomiany[1], wybierał się pieszo do letniska, oddalonego o godzinę drogi od miasta, do żony i dzieci, które tam na wywczasach[2] bawiły[3].

2
Sen, Pijaństwo Od czasu wyjazdu żony mieszkanie było nie sprzątane, łóżko nie zaścielane nigdy. Pan Karol przychodził do mieszkania późną nocą, sponiewierany i spustoszony przez nocne pohulanki, przez które go wlokły te dni upalne i puste. Zmięta, chłodna, dziko rzucona pościel była dlań wówczas jakąś błogą przystanią, wyspą zbawczą, do której przypadał statkiem sił jak rozbitek, miotany wiele dni i nocy przez zburzone morze.

3
Omackiem, w ciemności, zapadał się gdzieś między białawe góry, pasma i zwały chłodnego pierza i spał tak w niewiadomym kierunku, na wspak, głową w dół, wbity ciemieniem w puszysty miąższ pościeli, jak gdyby chciał we śnie przewiercić, przewędrować na wskroś te rosnące nocą, potężne masywy pierzyn. Walczył we śnie z tą pościelą, jak pływak z wodą, ugniatał ją i miesił ciałem, jak ogromną dzieżę ciasta, w którą się zapadał, i budził się o szarym świcie zdyszany, oblany potem, wyrzucony na brzeg tego stosu pościeli, którego zmóc[4] nie mógł w ciężkich zapasach nocnych. Tak na pół wyrzucony z toni snu, wisiał przez chwilę nieprzytomny na krawędzi nocy, chwytając piersiami powietrze, a pościel rosła dokoła niego, puchła i nakisała[5] — i zarastała go znowu zwałem ciężkiego, białawego ciasta.

4
Spał tak do późnego przedpołudnia, podczas gdy poduszki układały się w wielką, białą, płaską równinę, po której wędrował uspokojony sen jego. Tymi białymi gościńcami powracał powoli do siebie, do dnia, do jawy — i wreszcie otwierał oczy, jak śpiący pasażer, gdy pociąg zatrzymuje się na stacji.

5
W pokoju panował odstały półmrok z osadem wielu dni samotności i ciszy. Tylko okno kipiało od rannego rojowiska much i story płonęły jaskrawo. Pan Karol wyziewał ze swego ciała, z głębi jam cielesnych, resztki dnia wczorajszego. To ziewanie chwytało go jak konwulsje, jak gdyby chciało go odwrócić na nice. Tak wyrzucał z siebie ten piasek, te ciężary — nie strawione strestancje dnia wczorajszego.

6
Ulżywszy sobie w ten sposób, i swobodniejszy, wciągał do notesu wydatki, kalkulował, obliczał i marzył. Potem leżał długo nieruchomy, ze szklanymi oczyma, które były koloru wody, wypukłe i wilgotne. W wodnistym półmroku pokoju, rozjaśnionym refleksem dnia upalnego za storami, oczy jego jak maleńkie lusterka odbijały wszystkie błyszczące przedmioty: białe plamy słońca w szparach okna, złoty prostokąt stor, i powtarzały, jak kropla wody, cały pokój z ciszą dywanów i pustych krzeseł.

7
Tymczasem dzień za storami[6] huczał coraz promienniej bzykaniem much oszalałych od słońca. Okno nie mogło pomieścić tego białego pożaru i story omdlewały od jasnych falowań.

8
Wtedy wywlekał się z pościeli i siedział jeszcze jakiś czas na łóżku, stękając bezwiednie. Jego trzydziestokilkoletnie ciało zaczynało skłaniać się do korpulencji[7]. W tym organizmie, nabrzmiewającym tłuszczem, znękanym od nadużyć płciowych, ale wciąż wzbierającym bujnymi sokami, zdawał się teraz z wolna dojrzewać w tej ciszy jego przyszły los.

9
Gdy tak siedział w bezmyślnym, wegetatywnym[8] osłupieniu, cały zamieniony w krążenie, w respirację[9], w głębokie pulsowanie soków, rosła w głębi jego ciała, spoconego i pokrytego włosem w rozlicznych miejscach, jakaś niewiadoma, nie sformułowana przyszłość, niby potworna narośl, wyrastająca fantastycznie w nieznaną dymensję[10]. Nie przerażał się jej, gdyż czuł już swą tożsamość z tym niewiadomym a ogromnym, które miało nadejść, i rósł razem z nim bez sprzeciwu, w dziwnej zgodzie, zdrętwiały spokojną grozą, odpoznając przyszłego siebie w tych kolosalnych wykwitach, tych fantastycznych spiętrzeniach, które przed jego wzrokiem wewnętrznym dojrzewały. Jedno jego oko lekko wtedy zbaczało na zewnątrz, jak gdyby odchodziło w inny wymiar.

10
Potem z tych bezmyślnych otumanień, z tych zatraconych dali powracał znów do siebie i do chwili; widział swe stopy na dywanie, tłuste i delikatne jak u kobiety, i powoli wyjmował złote spinki z mankietów dziennej koszuli. Potem szedł do kuchni i znajdował tam w cienistym kącie wiaderko wodą, krążek cichego, czujnego zwierciadła, które nań tam czekało — jedyna żywa i wiedzące istota w tym pustym mieszkaniu. Nalewał do miednicy wody i kosztował skórą jej mdłej i odstałej, słodkawej mokrości.

11
Długo i starannie robił toaletę, nie spiesząc się i włączając pauzy między poszczególne manipulacje.

12
Dom, Obcy To mieszkanie, puste i zapuszczone, nie uznawało go, te meble i ściany śledziły za nim z milczącą krytyką.

13
Czas Czuł się, wchodząc w ich ciszę, jak intruz w tym podwodnym, zatopionym królestwie, w którym płynął inny, odrębny czas.

14
Obcy Otwierając własne szuflady, miał uczucie złodzieja i chodził mimo woli na palcach, bojąc się obudzić hałaśliwe nadmierne echo, czekające drażliwie na najlżejszą przyczynę, by wybuchnąć.

15
A gdy wreszcie, i
użytkownik
9 wrz (3 miesiące temu)
9 wrz (3 miesiące temu)
Bruno Schulz
Sklepy cynamonowe
Pan Karol
1
Mąż Po południu w sobotę mój wuj, Karol, wdowiec słomiany[1], wybierał się pieszo do letniska, oddalonego o godzinę drogi od miasta, do żony i dzieci, które tam na wywczasach[2] bawiły[3].

2
Sen, Pijaństwo Od czasu wyjazdu żony mieszkanie było nie sprzątane, łóżko nie zaścielane nigdy. Pan Karol przychodził do mieszkania późną nocą, sponiewierany i spustoszony przez nocne pohulanki, przez które go wlokły te dni upalne i puste. Zmięta, chłodna, dziko rzucona pościel była dlań wówczas jakąś błogą przystanią, wyspą zbawczą, do której przypadał statkiem sił jak rozbitek, miotany wiele dni i nocy przez zburzone morze.

3
Omackiem, w ciemności, zapadał się gdzieś między białawe góry, pasma i zwały chłodnego pierza i spał tak w niewiadomym kierunku, na wspak, głową w dół, wbity ciemieniem w puszysty miąższ pościeli, jak gdyby chciał we śnie przewiercić, przewędrować na wskroś te rosnące nocą, potężne masywy pierzyn. Walczył we śnie z tą pościelą, jak pływak z wodą, ugniatał ją i miesił ciałem, jak ogromną dzieżę ciasta, w którą się zapadał, i budził się o szarym świcie zdyszany, oblany potem, wyrzucony na brzeg tego stosu pościeli, którego zmóc[4] nie mógł w ciężkich zapasach nocnych. Tak na pół wyrzucony z toni snu, wisiał przez chwilę nieprzytomny na krawędzi nocy, chwytając piersiami powietrze, a pościel rosła dokoła niego, puchła i nakisała[5] — i zarastała go znowu zwałem ciężkiego, białawego ciasta.

4
Spał tak do późnego przedpołudnia, podczas gdy poduszki układały się w wielką, białą, płaską równinę, po której wędrował uspokojony sen jego. Tymi białymi gościńcami powracał powoli do siebie, do dnia, do jawy — i wreszcie otwierał oczy, jak śpiący pasażer, gdy pociąg zatrzymuje się na stacji.

5
W pokoju panował odstały półmrok z osadem wielu dni samotności i ciszy. Tylko okno kipiało od rannego rojowiska much i story płonęły jaskrawo. Pan Karol wyziewał ze swego ciała, z głębi jam cielesnych, resztki dnia wczorajszego. To ziewanie chwytało go jak konwulsje, jak gdyby chciało go odwrócić na nice. Tak wyrzucał z siebie ten piasek, te ciężary — nie strawione strestancje dnia wczorajszego.

6
Ulżywszy sobie w ten sposób, i swobodniejszy, wciągał do notesu wydatki, kalkulował, obliczał i marzył. Potem leżał długo nieruchomy, ze szklanymi oczyma, które były koloru wody, wypukłe i wilgotne. W wodnistym półmroku pokoju, rozjaśnionym refleksem dnia upalnego za storami, oczy jego jak maleńkie lusterka odbijały wszystkie błyszczące przedmioty: białe plamy słońca w szparach okna, złoty prostokąt stor, i powtarzały, jak kropla wody, cały pokój z ciszą dywanów i pustych krzeseł.

7
Tymczasem dzień za storami[6] huczał coraz promienniej bzykaniem much oszalałych od słońca. Okno nie mogło pomieścić tego białego pożaru i story omdlewały od jasnych falowań.

8
Wtedy wywlekał się z pościeli i siedział jeszcze jakiś czas na łóżku, stękając bezwiednie. Jego trzydziestokilkoletnie ciało zaczynało skłaniać się do korpulencji[7]. W tym organizmie, nabrzmiewającym tłuszczem, znękanym od nadużyć płciowych, ale wciąż wzbierającym bujnymi sokami, zdawał się teraz z wolna dojrzewać w tej ciszy jego przyszły los.

9
Gdy tak siedział w bezmyślnym, wegetatywnym[8] osłupieniu, cały zamieniony w krążenie, w respirację[9], w głębokie pulsowanie soków, rosła w głębi jego ciała, spoconego i pokrytego włosem w rozlicznych miejscach, jakaś niewiadoma, nie sformułowana przyszłość, niby potworna narośl, wyrastająca fantastycznie w nieznaną dymensję[10]. Nie przerażał się jej, gdyż czuł już swą tożsamość z tym niewiadomym a ogromnym, które miało nadejść, i rósł razem z nim bez sprzeciwu, w dziwnej zgodzie, zdrętwiały spokojną grozą, odpoznając przyszłego siebie w tych kolosalnych wykwitach, tych fantastycznych spiętrzeniach, które przed jego wzrokiem wewnętrznym dojrzewały. Jedno jego oko lekko wtedy zbaczało na zewnątrz, jak gdyby odchodziło w inny wymiar.

10
Potem z tych bezmyślnych otumanień, z tych zatraconych dali powracał znów do siebie i do chwili; widział swe stopy na dywanie, tłuste i delikatne jak u kobiety, i powoli wyjmował złote spinki z mankietów dziennej koszuli. Potem szedł do kuchni i znajdował tam w cienistym kącie wiaderko wodą, krążek cichego, czujnego zwierciadła, które nań tam czekało — jedyna żywa i wiedzące istota w tym pustym mieszkaniu. Nalewał do miednicy wody i kosztował skórą jej mdłej i odstałej, słodkawej mokrości.

11
Długo i starannie robił toaletę, nie spiesząc się i włączając pauzy między poszczególne manipulacje.

12
Dom, Obcy To mieszkanie, puste i zapuszczone, nie uznawało go, te meble i ściany śledziły za nim z milczącą krytyką.

13
Czas Czuł się, wchodząc w ich ciszę, jak intruz w tym podwodnym, zatopionym królestwie, w którym płynął inny, odrębny czas.

14
Obcy Otwierając własne szuflady, miał uczucie złodzieja i chodził mimo woli na palcach, bojąc się obudzić hałaśliwe nadmierne echo, czekające drażliwie na najlżejszą przyczynę, by wybuchnąć.

15
A gdy wreszcie, i
użytkownik
9 wrz (3 miesiące temu)
9 wrz (3 miesiące temu)
Bruno Schulz
Sklepy cynamonowe
Pan Karol
1
Mąż Po południu w sobotę mój wuj, Karol, wdowiec słomiany[1], wybierał się pieszo do letniska, oddalonego o godzinę drogi od miasta, do żony i dzieci, które tam na wywczasach[2] bawiły[3].

2
Sen, Pijaństwo Od czasu wyjazdu żony mieszkanie było nie sprzątane, łóżko nie zaścielane nigdy. Pan Karol przychodził do mieszkania późną nocą, sponiewierany i spustoszony przez nocne pohulanki, przez które go wlokły te dni upalne i puste. Zmięta, chłodna, dziko rzucona pościel była dlań wówczas jakąś błogą przystanią, wyspą zbawczą, do której przypadał statkiem sił jak rozbitek, miotany wiele dni i nocy przez zburzone morze.

3
Omackiem, w ciemności, zapadał się gdzieś między białawe góry, pasma i zwały chłodnego pierza i spał tak w niewiadomym kierunku, na wspak, głową w dół, wbity ciemieniem w puszysty miąższ pościeli, jak gdyby chciał we śnie przewiercić, przewędrować na wskroś te rosnące nocą, potężne masywy pierzyn. Walczył we śnie z tą pościelą, jak pływak z wodą, ugniatał ją i miesił ciałem, jak ogromną dzieżę ciasta, w którą się zapadał, i budził się o szarym świcie zdyszany, oblany potem, wyrzucony na brzeg tego stosu pościeli, którego zmóc[4] nie mógł w ciężkich zapasach nocnych. Tak na pół wyrzucony z toni snu, wisiał przez chwilę nieprzytomny na krawędzi nocy, chwytając piersiami powietrze, a pościel rosła dokoła niego, puchła i nakisała[5] — i zarastała go znowu zwałem ciężkiego, białawego ciasta.

4
Spał tak do późnego przedpołudnia, podczas gdy poduszki układały się w wielką, białą, płaską równinę, po której wędrował uspokojony sen jego. Tymi białymi gościńcami powracał powoli do siebie, do dnia, do jawy — i wreszcie otwierał oczy, jak śpiący pasażer, gdy pociąg zatrzymuje się na stacji.

5
W pokoju panował odstały półmrok z osadem wielu dni samotności i ciszy. Tylko okno kipiało od rannego rojowiska much i story płonęły jaskrawo. Pan Karol wyziewał ze swego ciała, z głębi jam cielesnych, resztki dnia wczorajszego. To ziewanie chwytało go jak konwulsje, jak gdyby chciało go odwrócić na nice. Tak wyrzucał z siebie ten piasek, te ciężary — nie strawione strestancje dnia wczorajszego.

6
Ulżywszy sobie w ten sposób, i swobodniejszy, wciągał do notesu wydatki, kalkulował, obliczał i marzył. Potem leżał długo nieruchomy, ze szklanymi oczyma, które były koloru wody, wypukłe i wilgotne. W wodnistym półmroku pokoju, rozjaśnionym refleksem dnia upalnego za storami, oczy jego jak maleńkie lusterka odbijały wszystkie błyszczące przedmioty: białe plamy słońca w szparach okna, złoty prostokąt stor, i powtarzały, jak kropla wody, cały pokój z ciszą dywanów i pustych krzeseł.

7
Tymczasem dzień za storami[6] huczał coraz promienniej bzykaniem much oszalałych od słońca. Okno nie mogło pomieścić tego białego pożaru i story omdlewały od jasnych falowań.

8
Wtedy wywlekał się z pościeli i siedział jeszcze jakiś czas na łóżku, stękając bezwiednie. Jego trzydziestokilkoletnie ciało zaczynało skłaniać się do korpulencji[7]. W tym organizmie, nabrzmiewającym tłuszczem, znękanym od nadużyć płciowych, ale wciąż wzbierającym bujnymi sokami, zdawał się teraz z wolna dojrzewać w tej ciszy jego przyszły los.

9
Gdy tak siedział w bezmyślnym, wegetatywnym[8] osłupieniu, cały zamieniony w krążenie, w respirację[9], w głębokie pulsowanie soków, rosła w głębi jego ciała, spoconego i pokrytego włosem w rozlicznych miejscach, jakaś niewiadoma, nie sformułowana przyszłość, niby potworna narośl, wyrastająca fantastycznie w nieznaną dymensję[10]. Nie przerażał się jej, gdyż czuł już swą tożsamość z tym niewiadomym a ogromnym, które miało nadejść, i rósł razem z nim bez sprzeciwu, w dziwnej zgodzie, zdrętwiały spokojną grozą, odpoznając przyszłego siebie w tych kolosalnych wykwitach, tych fantastycznych spiętrzeniach, które przed jego wzrokiem wewnętrznym dojrzewały. Jedno jego oko lekko wtedy zbaczało na zewnątrz, jak gdyby odchodziło w inny wymiar.

10
Potem z tych bezmyślnych otumanień, z tych zatraconych dali powracał znów do siebie i do chwili; widział swe stopy na dywanie, tłuste i delikatne jak u kobiety, i powoli wyjmował złote spinki z mankietów dziennej koszuli. Potem szedł do kuchni i znajdował tam w cienistym kącie wiaderko wodą, krążek cichego, czujnego zwierciadła, które nań tam czekało — jedyna żywa i wiedzące istota w tym pustym mieszkaniu. Nalewał do miednicy wody i kosztował skórą jej mdłej i odstałej, słodkawej mokrości.

11
Długo i starannie robił toaletę, nie spiesząc się i włączając pauzy między poszczególne manipulacje.

12
Dom, Obcy To mieszkanie, puste i zapuszczone, nie uznawało go, te meble i ściany śledziły za nim z milczącą krytyką.

13
Czas Czuł się, wchodząc w ich ciszę, jak intruz w tym podwodnym, zatopionym królestwie, w którym płynął inny, odrębny czas.

14
Obcy Otwierając własne szuflady, miał uczucie złodzieja i chodził mimo woli na palcach, bojąc się obudzić hałaśliwe nadmierne echo, czekające drażliwie na najlżejszą przyczynę, by wybuchnąć.

15
A gdy wreszcie, i
użytkownik
9 wrz (3 miesiące temu)
9 wrz (3 miesiące temu)
Bruno Schulz
Sklepy cynamonowe
Pan Karol
1
Mąż Po południu w sobotę mój wuj, Karol, wdowiec słomiany[1], wybierał się pieszo do letniska, oddalonego o godzinę drogi od miasta, do żony i dzieci, które tam na wywczasach[2] bawiły[3].

2
Sen, Pijaństwo Od czasu wyjazdu żony mieszkanie było nie sprzątane, łóżko nie zaścielane nigdy. Pan Karol przychodził do mieszkania późną nocą, sponiewierany i spustoszony przez nocne pohulanki, przez które go wlokły te dni upalne i puste. Zmięta, chłodna, dziko rzucona pościel była dlań wówczas jakąś błogą przystanią, wyspą zbawczą, do której przypadał statkiem sił jak rozbitek, miotany wiele dni i nocy przez zburzone morze.

3
Omackiem, w ciemności, zapadał się gdzieś między białawe góry, pasma i zwały chłodnego pierza i spał tak w niewiadomym kierunku, na wspak, głową w dół, wbity ciemieniem w puszysty miąższ pościeli, jak gdyby chciał we śnie przewiercić, przewędrować na wskroś te rosnące nocą, potężne masywy pierzyn. Walczył we śnie z tą pościelą, jak pływak z wodą, ugniatał ją i miesił ciałem, jak ogromną dzieżę ciasta, w którą się zapadał, i budził się o szarym świcie zdyszany, oblany potem, wyrzucony na brzeg tego stosu pościeli, którego zmóc[4] nie mógł w ciężkich zapasach nocnych. Tak na pół wyrzucony z toni snu, wisiał przez chwilę nieprzytomny na krawędzi nocy, chwytając piersiami powietrze, a pościel rosła dokoła niego, puchła i nakisała[5] — i zarastała go znowu zwałem ciężkiego, białawego ciasta.

4
Spał tak do późnego przedpołudnia, podczas gdy poduszki układały się w wielką, białą, płaską równinę, po której wędrował uspokojony sen jego. Tymi białymi gościńcami powracał powoli do siebie, do dnia, do jawy — i wreszcie otwierał oczy, jak śpiący pasażer, gdy pociąg zatrzymuje się na stacji.

5
W pokoju panował odstały półmrok z osadem wielu dni samotności i ciszy. Tylko okno kipiało od rannego rojowiska much i story płonęły jaskrawo. Pan Karol wyziewał ze swego ciała, z głębi jam cielesnych, resztki dnia wczorajszego. To ziewanie chwytało go jak konwulsje, jak gdyby chciało go odwrócić na nice. Tak wyrzucał z siebie ten piasek, te ciężary — nie strawione strestancje dnia wczorajszego.

6
Ulżywszy sobie w ten sposób, i swobodniejszy, wciągał do notesu wydatki, kalkulował, obliczał i marzył. Potem leżał długo nieruchomy, ze szklanymi oczyma, które były koloru wody, wypukłe i wilgotne. W wodnistym półmroku pokoju, rozjaśnionym refleksem dnia upalnego za storami, oczy jego jak maleńkie lusterka odbijały wszystkie błyszczące przedmioty: białe plamy słońca w szparach okna, złoty prostokąt stor, i powtarzały, jak kropla wody, cały pokój z ciszą dywanów i pustych krzeseł.

7
Tymczasem dzień za storami[6] huczał coraz promienniej bzykaniem much oszalałych od słońca. Okno nie mogło pomieścić tego białego pożaru i story omdlewały od jasnych falowań.

8
Wtedy wywlekał się z pościeli i siedział jeszcze jakiś czas na łóżku, stękając bezwiednie. Jego trzydziestokilkoletnie ciało zaczynało skłaniać się do korpulencji[7]. W tym organizmie, nabrzmiewającym tłuszczem, znękanym od nadużyć płciowych, ale wciąż wzbierającym bujnymi sokami, zdawał się teraz z wolna dojrzewać w tej ciszy jego przyszły los.

9
Gdy tak siedział w bezmyślnym, wegetatywnym[8] osłupieniu, cały zamieniony w krążenie, w respirację[9], w głębokie pulsowanie soków, rosła w głębi jego ciała, spoconego i pokrytego włosem w rozlicznych miejscach, jakaś niewiadoma, nie sformułowana przyszłość, niby potworna narośl, wyrastająca fantastycznie w nieznaną dymensję[10]. Nie przerażał się jej, gdyż czuł już swą tożsamość z tym niewiadomym a ogromnym, które miało nadejść, i rósł razem z nim bez sprzeciwu, w dziwnej zgodzie, zdrętwiały spokojną grozą, odpoznając przyszłego siebie w tych kolosalnych wykwitach, tych fantastycznych spiętrzeniach, które przed jego wzrokiem wewnętrznym dojrzewały. Jedno jego oko lekko wtedy zbaczało na zewnątrz, jak gdyby odchodziło w inny wymiar.

10
Potem z tych bezmyślnych otumanień, z tych zatraconych dali powracał znów do siebie i do chwili; widział swe stopy na dywanie, tłuste i delikatne jak u kobiety, i powoli wyjmował złote spinki z mankietów dziennej koszuli. Potem szedł do kuchni i znajdował tam w cienistym kącie wiaderko wodą, krążek cichego, czujnego zwierciadła, które nań tam czekało — jedyna żywa i wiedzące istota w tym pustym mieszkaniu. Nalewał do miednicy wody i kosztował skórą jej mdłej i odstałej, słodkawej mokrości.

11
Długo i starannie robił toaletę, nie spiesząc się i włączając pauzy między poszczególne manipulacje.

12
Dom, Obcy To mieszkanie, puste i zapuszczone, nie uznawało go, te meble i ściany śledziły za nim z milczącą krytyką.

13
Czas Czuł się, wchodząc w ich ciszę, jak intruz w tym podwodnym, zatopionym królestwie, w którym płynął inny, odrębny czas.

14
Obcy Otwierając własne szuflady, miał uczucie złodzieja i chodził mimo woli na palcach, bojąc się obudzić hałaśliwe nadmierne echo, czekające drażliwie na najlżejszą przyczynę, by wybuchnąć.

15
A gdy wreszcie, i
użytkownik
9 wrz (3 miesiące temu)
9 wrz (3 miesiące temu)
Bruno Schulz
Sklepy cynamonowe
Pan Karol
1
Mąż Po południu w sobotę mój wuj, Karol, wdowiec słomiany[1], wybierał się pieszo do letniska, oddalonego o godzinę drogi od miasta, do żony i dzieci, które tam na wywczasach[2] bawiły[3].

2
Sen, Pijaństwo Od czasu wyjazdu żony mieszkanie było nie sprzątane, łóżko nie zaścielane nigdy. Pan Karol przychodził do mieszkania późną nocą, sponiewierany i spustoszony przez nocne pohulanki, przez które go wlokły te dni upalne i puste. Zmięta, chłodna, dziko rzucona pościel była dlań wówczas jakąś błogą przystanią, wyspą zbawczą, do której przypadał statkiem sił jak rozbitek, miotany wiele dni i nocy przez zburzone morze.

3
Omackiem, w ciemności, zapadał się gdzieś między białawe góry, pasma i zwały chłodnego pierza i spał tak w niewiadomym kierunku, na wspak, głową w dół, wbity ciemieniem w puszysty miąższ pościeli, jak gdyby chciał we śnie przewiercić, przewędrować na wskroś te rosnące nocą, potężne masywy pierzyn. Walczył we śnie z tą pościelą, jak pływak z wodą, ugniatał ją i miesił ciałem, jak ogromną dzieżę ciasta, w którą się zapadał, i budził się o szarym świcie zdyszany, oblany potem, wyrzucony na brzeg tego stosu pościeli, którego zmóc[4] nie mógł w ciężkich zapasach nocnych. Tak na pół wyrzucony z toni snu, wisiał przez chwilę nieprzytomny na krawędzi nocy, chwytając piersiami powietrze, a pościel rosła dokoła niego, puchła i nakisała[5] — i zarastała go znowu zwałem ciężkiego, białawego ciasta.

4
Spał tak do późnego przedpołudnia, podczas gdy poduszki układały się w wielką, białą, płaską równinę, po której wędrował uspokojony sen jego. Tymi białymi gościńcami powracał powoli do siebie, do dnia, do jawy — i wreszcie otwierał oczy, jak śpiący pasażer, gdy pociąg zatrzymuje się na stacji.

5
W pokoju panował odstały półmrok z osadem wielu dni samotności i ciszy. Tylko okno kipiało od rannego rojowiska much i story płonęły jaskrawo. Pan Karol wyziewał ze swego ciała, z głębi jam cielesnych, resztki dnia wczorajszego. To ziewanie chwytało go jak konwulsje, jak gdyby chciało go odwrócić na nice. Tak wyrzucał z siebie ten piasek, te ciężary — nie strawione strestancje dnia wczorajszego.

6
Ulżywszy sobie w ten sposób, i swobodniejszy, wciągał do notesu wydatki, kalkulował, obliczał i marzył. Potem leżał długo nieruchomy, ze szklanymi oczyma, które były koloru wody, wypukłe i wilgotne. W wodnistym półmroku pokoju, rozjaśnionym refleksem dnia upalnego za storami, oczy jego jak maleńkie lusterka odbijały wszystkie błyszczące przedmioty: białe plamy słońca w szparach okna, złoty prostokąt stor, i powtarzały, jak kropla wody, cały pokój z ciszą dywanów i pustych krzeseł.

7
Tymczasem dzień za storami[6] huczał coraz promienniej bzykaniem much oszalałych od słońca. Okno nie mogło pomieścić tego białego pożaru i story omdlewały od jasnych falowań.

8
Wtedy wywlekał się z pościeli i siedział jeszcze jakiś czas na łóżku, stękając bezwiednie. Jego trzydziestokilkoletnie ciało zaczynało skłaniać się do korpulencji[7]. W tym organizmie, nabrzmiewającym tłuszczem, znękanym od nadużyć płciowych, ale wciąż wzbierającym bujnymi sokami, zdawał się teraz z wolna dojrzewać w tej ciszy jego przyszły los.

9
Gdy tak siedział w bezmyślnym, wegetatywnym[8] osłupieniu, cały zamieniony w krążenie, w respirację[9], w głębokie pulsowanie soków, rosła w głębi jego ciała, spoconego i pokrytego włosem w rozlicznych miejscach, jakaś niewiadoma, nie sformułowana przyszłość, niby potworna narośl, wyrastająca fantastycznie w nieznaną dymensję[10]. Nie przerażał się jej, gdyż czuł już swą tożsamość z tym niewiadomym a ogromnym, które miało nadejść, i rósł razem z nim bez sprzeciwu, w dziwnej zgodzie, zdrętwiały spokojną grozą, odpoznając przyszłego siebie w tych kolosalnych wykwitach, tych fantastycznych spiętrzeniach, które przed jego wzrokiem wewnętrznym dojrzewały. Jedno jego oko lekko wtedy zbaczało na zewnątrz, jak gdyby odchodziło w inny wymiar.

10
Potem z tych bezmyślnych otumanień, z tych zatraconych dali powracał znów do siebie i do chwili; widział swe stopy na dywanie, tłuste i delikatne jak u kobiety, i powoli wyjmował złote spinki z mankietów dziennej koszuli. Potem szedł do kuchni i znajdował tam w cienistym kącie wiaderko wodą, krążek cichego, czujnego zwierciadła, które nań tam czekało — jedyna żywa i wiedzące istota w tym pustym mieszkaniu. Nalewał do miednicy wody i kosztował skórą jej mdłej i odstałej, słodkawej mokrości.

11
Długo i starannie robił toaletę, nie spiesząc się i włączając pauzy między poszczególne manipulacje.

12
Dom, Obcy To mieszkanie, puste i zapuszczone, nie uznawało go, te meble i ściany śledziły za nim z milczącą krytyką.

13
Czas Czuł się, wchodząc w ich ciszę, jak intruz w tym podwodnym, zatopionym królestwie, w którym płynął inny, odrębny czas.

14
Obcy Otwierając własne szuflady, miał uczucie złodzieja i chodził mimo woli na palcach, bojąc się obudzić hałaśliwe nadmierne echo, czekające drażliwie na najlżejszą przyczynę, by wybuchnąć.

15
A gdy wreszcie, i
użytkownik
8 wrz (3 miesiące temu)
Jako pracownik mam wrażenie że metro się nie rozwija ,robią krok do przodu i dwa do tyłu w porównaniu do innej spółki . Autobusy po wyświetleniu jeżdżą już na baterie a w metrze dalej te same ruskie paździerze , a roboty przy nich niemało . Pozdrawiam zarząd i nie do własnej kieszeni pchać tylko trochę to pójść do przodu .

Pokaż starsze odpowiedzi (5)
Światełko w tunelu 08.09.2018 17:25
@JA 29.07.2018 17:27
Witam, nie ma się czemu dziwić, jeżeli Pan Prezes Lejk kombinuje jak przetrwać do emerytury. A jest na tyle oślizgły, że zasłania się takimi miernotami jak Sokołowski czy Wrona, a ten z kolei w dziale Straży ochrony Metra takim przypadkiem przyrodniczym jak Ropelewski . Kiedy takie osoby zasiadają na stanowiskach nie ma się czemu dziwić, że tego typu instytucja robi najpierw krok do przodu, a potem jeden do tyłu. Ja bym się raczej pochylił ku chwale ludziom którzy ciężko pracują w tej instytucji bo tylko dzięki nim ona jako tako funkcjonuje i działa co jest cudem patrząc od środka na to przegnite bagno.

Natalia 02.09.2018 15:44
Może ktoś z forumowiczów może wypowiedzieć się na temat warunków pracy, które oferuje Metro Warszawskie, dla osób które są obecnie poszukiwane w związku z aktywnymi ogłoszeniami o pracę? http://www.metro.waw.pl/praca-i-praktyki-w-metrze
Posiada ktoś jakąś wiedzę na temat tych wolnych stanowisk?

Szukasz pracy w Warszawie?
Pracownik Administracyjny Warszawa
Administrator Warszawa
Programista Warszawa
Specjalista ds. Obsługi Klienta Warszawa
Asystent Warszawa
Księgowa Warszawa
Designer Warszawa
Konsultant Ds. Obsługi Klienta Warszawa
Pracownik Biurowy Warszawa
Maszynista 11.08.2018 01:58
Wysyłacie CV na nowy kurs na maszynistę?

Pokaż starsze odpowiedzi (10)
anonymous 30.08.2018 11:44
@Całe pół 30.08.2018 03:05
Ale postawy tyle czy z dodatkami już

Nowiciusz 22.08.2018 12:52
Cześć jak przedstawia się praca jako maszynisty metra płace i warunki pracy

Pokaż starsze odpowiedzi (2)
Xyz 29.08.2018 23:06
@Nowiciusz 22.08.2018 12:52
Ciemno głośno i nie.ma kiedy sie załatwić jeździsz jak małpa w klatce

Maciek 18.01.2018 01:38
Mój kolega pracuje w metrze jako maszynista (teoretycznie jako maszynista, w praktyce jako kierowca metra), sam chciałem się przyjąć i wysłałem CV, potem zaprosili mnie na rozmowę kwalifikacyjną ale po rozmowie zrezygnowałem, pewnie zapytacie czemu... 2900 brutto plus premia i dodatki śmiech na sali, praca po 8 godzin zmianowa w każdy dzień tygodnia w nocy też, wszystkie świątki piątki niedziele robisz, z tego co kolega mówił to tak naprawdę w metrze nie pracują maszyniści tylko prowadzący pojazdy metra , w związku z czym tak go zrobili w konia że o wcześniejszej emeryturze nawet nie ma co marzyć-robisz do 65 roku życia, nie to co na kolei, druga sprawa wzrok tak szybko siada od jazdy w tunelu że głowa mała - co niecałe 2 minuty wjeżdża się na stację i z ciemnego otoczenia robi się wam nagle jasno jak na dworzu, kolega zawsze miał dobry wzrok a teraz po kilku latach pracy czyta w okularach, dobrze że zrezygnowałem bo mam wzrok dobry i nie chcę go szybko stracić, inna sprawa - jak koleżka opowiadał - w lato jest tak duszno w kabinie że podobno często zdarzają się omdlenia maszynistów bo większość pociągów nie ma klimatyzacji w kabinie i trzeba z otwartymi oknami jeździć bo po prostu można się udusić (sam nie wierzyłem jak to słyszałem);

chciałem tu pracować, w końcu każdego dnia za małolata jeździłem do szkoły metrem, ale w końcu się nie zgodziłem się za tą kasę, za duża odpowiedzialność przy zbyt małych pieniądzach żeby się tak poświęcić, ostatnio podobno przyjeli bardzo dużo młodych osób ale oni zaczynają odchodzić po roku dwóch latach pracy, z tego co wiem to można wyciągnąć po zdanym egzaminie 3300 zł pracując również w niedziele i noce, podwyżek nie ma dużych, ostatnio podobno 70 złotych brutto miesięcznie więcej płacą więc też śmiech na sali, szkolenie wstępne jest płatne i trwa 8 miesięcy, potem jest egzamin i to podobno nie jest egzamin państwowy tylko jakiś wewnętrzny więc niby 8 miesięcy szkolenia ale nie egzaminuje cię UTK tylko wyżej ułożeni w hierarchi pracownicy metra, też śmiech na sali, bo przecież zatrudniasz się jako maszynista to jak może cię egzaminować wewnętrzny pracownik metra nie mający nic wspólnego z UTK, inna sprawa - urlop, podobno jak koleżka mówi - nie ma żadnych dodatkowych dni urlopu za pracę w trudnych warunkach (tunel), normalnie 26 dni i ani jednego więcej, więc trzeba chodzić na L4, bo po prostu praca jest tak męcząca w tym tunelu, że inaczej nie da się odpocząć, inna sprawa - weekendy, praktycznie nie ma wolnych weekendów, widziałem grafik koleżki jak pracował w grudniu, nie miał żadnego wolnego weekendu w grudniu, tylko raz miał wolną niedzielę i to tak że w sobotę szedł na noc do pracy, potem w niedzielę schodził z pracy rano, niby niedziela wolna ale w poniedziałek od razu rano do pracy, ciągle się przestawia z trybu pracy porannej na nocną, też nie życie

rozpisałem się trochę, ale też z nerwów piszę bo kupę czasu s
użytkownik
5 wrz (3 miesiące temu)
5 wrz (3 miesiące temu)
Brawo wreszcie ktos napisalno pozarze i warunkach pracy bo przeciez wielcy dyrektorzy tuszuja sprawe ze sie nic nie stalo. Ludzie jedza na krawezniku, nie ma czym oddychac tylko spalonym plastikim i sadza. Sa omdlenia ale xxxxxxx bawi sie dalej
użytkownik
1 wrz (3 miesiące temu)
1 wrz (3 miesiące temu)
hejka!

Można tutaj przeczytać o wysokiej temperaturze panującej na hali. Operatorzy twierdzą, że może powodować to nawet omdlenia zwłaszcza w okresie letnim. Czy może się ktoś odnieś do tych informacji? Czy nie ma żadnego systemu chłodzenia w miejscu produkcji, gdzie pracują maszyny?
użytkownik
15 sie (3 miesiące temu)
15 sie (3 miesiące temu)
Pracodawca wykazuje poważne zaniedbania co do zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Kazano mi podjąć się pracy bez jakiegokolwiek szkolenia stanowiskowego. Nie otrzymałam rękawic, butów ani gogli ochronnych, a dodatkowo obrywało mi się za ich nieposiadanie od pań z BHP. Nie poinformowano mnie gdzie na magazynie można takie znaleźć (o ile są dostępne). Na nowym stanowisku stosujemy inne substancje (dodatkowo przeterminowane) i nie jestem też pewny czy badania medycyny pracy je uwzględniają, bo były wykonywane pod dział obszywania kierownic. Pracodawca nie zapewnił też na tym stanowisku materiałów niezbędnych do pracy - pracownicy wykonują tam prace na wpół zużytymi resztkami. W całej firmie BHP stanowi poważny temat, ludziom dawane są kapcie zamiast butów ochronnych mimo częstych wypadków, nie są zapiewniane środki bezpieczeństwa (słuchawki) w miejscach gdzie przekraczana jest norma hałasu. Na niektórych stanowiskach zdarza się że pracownicy namaczają ścierkę w rozpuszczalnikach i ścierają klej z kierownic mając ją tuż przy twarzy, stężenia doprowadzają do zawrotów i omdleń. Nie przypadkowo zdarzają się dni, w których mamy kilka karetek pod firmą. Raz nawet sanitariusz wezwał policję, by skontrolowała co się dzieje wewnątrz. Nie znam przebiegu kontroli, ale krąży informacja że nie zostali wpuszczeni.
Z tego co mówią dłużej pracujący ludzie, pacodawca oszukuje również na wynagrodzeniu. Z premii nocnej płacone jest 15%, a nie 20% z najniższej krajowej do wynagrodzenia, w przypadku nadgodzin w tygodniu zmniejsza się stawka godzinowa miesięczna - czyli biorąc nadgodziny można wyjść stratnie. Jeżeli już bierze się nadgodziny w sobotę lub niedziele nie są one płacone premią tylko zwyczajnie 100%. Kiedyś, gdy był stary zarząd zarabiali kilkaset złotych więcej.
Niektórzy kierownicy stosują mobbing, szczególnie znana chyba wszystkim zatrudnionym pani Kornelia L, która potrafiła widząc że pracownik traci przytomność lub dusi się od pyłu, straszyć go zwolnieniem, dyskryminowała dziewczyny za chodzenie w spodenkach (mężczyźni mogli), wiecznie obrażała i nadal obraża pracowników. Doprowadziła tym samym do zwolnienia się z firmy Quin co najmniej kilku osób. Dodam też, ze okazało się, że cześć apteczek jest niedoposażona.
To tylko część z tego co dzieje się w Quin Polska S.A. - skala zaniedbań jest ogromna tak samo skala ogólnego mobbingu. Ludzie boją się zwracać na to uwagę, bo skończyłoby się to dla nich utratą bieżącej pracy.

a plusy? ludzie są spoko, niektórzy mistrzowie wykazują się wyrozumieniem, pensja zawsze na czas, długi okres szkoleniowy, niezawyżone normy, dojazd dla pracowników z poza miasta... I (na niektórych stanowiskach) możliwość wyjścia na papierosa.
Jeżeli nie odnalazłeś interesujących Cię wpisów dla hasła "omd"
załóż nowy temat

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr
Formularz odpowiedzi
 

Chcę zamieścić
Proszę wpisać treść wiadomości (min. 10 znaków)
Wybierz zdjęcia z dysku lub przeciągnij je tutaj
możesz dodać jedno lub kilka zdjęć jednocześnie
można publikować jedynie zdjęcia w formacie JPG
maksymalna wielkość każdego zdjęcia - 4MB
dołącz:
wpisano znaków: 0
Wpisz, jak chcesz się przedstawić
Proszę uzupełnić podpis (min. 3 znaki)
E-mail
Nieprawidłowy adres e-mail
Numer telefonu
Nieprawidłowy numer telefonu
Aby wysłać wiadomość należy zaakceptować regulamin

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr  

Wczytywanie danych...
  1. Jeśli chcesz zmienić lub usunąć treść komentarza który sam dodałeś - podaj kod zgłoszenia który otrzymałeś na swój adres e-mail w chwili dodania komentarza a następnie przejdź do edycji wpisu:
  2. Jeśli nie pamiętasz/nie znasz swojego kodu zgłoszenia, a chcesz zmienić lub usunąć treść komentarza skorzystaj z poniżej przestawionej opcji:
Jeśli chcesz usunąć komentarz który wybrałeś uzupełnij swoje dane zgłaszającego, a następnie dokonaj opłaty administracyjnej w wysokości 200,00 zł za usunięcie wybranego komentarza.
* Serwis gwarantuje poufność poniżej udostępnianych danych
Wpisz swoje imię i nazwisko
Nieprawidłowy PESEL lub NIP
Wpisz miasto i kod pocztowy
Wpisz nazwę ulicy i numer domu
Nieprawidłowy adres e-mail
 

WYCIĄG Z REGULAMINU

  1. Operator nie przyjmuje i nie realizuje reklamacji oraz zgłoszeń w zakresie warstwy merytorycznej wystawianych Opinii.
  2. Reklamacje w sprawach związanych z dodawanymi Opiniami wyłącznie w zakresie ujawnienia w nich słów oraz treści posiadających charakter szykanujący, dyskryminujący, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej lub etnicznej, faszystowskich, pornograficznych, powszechnie uznane za wulgarne lub propagujące przemoc, reklamy, cenniki, ogłoszenia, oferty mogą być kierowane do Operatora za pośrednictwem formularza reklamacyjnego Serwisu dostępnego poniżej pod nazwą „ocenzuruj treści”.
  3. Osoba zgłaszająca wniosek „ocenzuruj treści” obowiązana jest do prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego, o którym mowa w powyższym punkcie, w szczególności poprzez wskazanie powodu zgłoszenia reklamacji, wykazanie zasadności reklamacji, podanie danych identyfikujących osobę zgłaszającą reklamację, w tym w szczególności imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu, podanie danych identyfikujących Opinię, której dotyczy reklamacja, a także konkretnego uzasadnienia związanego ze składaną reklamacją.
  4. Reklamacje rozpatrywane są przez Operatora w kolejności otrzymywanych zgłoszeń, w terminie 90 dni od daty otrzymania kompletnego zgłoszenia przez Operatora, pod warunkiem prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego przez zgłaszającego reklamację.
  5. Operator zastrzega, że zgłoszenia niekompletne, niezgodne z niniejszym wyciągu z regulaminu, zawierające nieprawidłowe lub nieprawdziwe informacje zostaną automatycznie usunięte z kolejki oczekujących na rozpatrzenie, bez dalszej ich weryfikacji oraz bez udzielenia odpowiedzi.
  6. Reklamacje zgłaszane w innym zakresie oraz innej formie niż wskazana w niniejszym paragrafie są automatycznie usuwane z systemu i nie są przekazywane i rozpatrzenia przez Operatora.
  7. Formularz ocenzuruj treści

Edycja / zgłoszenie nadużycia dotyczące wpisu nr  

  1. Operator nie przyjmuje i nie realizuje reklamacji oraz zgłoszeń w zakresie warstwy merytorycznej wystawianych Opinii.
  2. Reklamacje w sprawach związanych z dodawanymi Opiniami wyłącznie w zakresie ujawnienia w nich słów oraz treści posiadających charakter szykanujący, dyskryminujący, wzywających do nienawiści rasowej, wyznaniowej lub etnicznej, faszystowskich, pornograficznych, powszechnie uznane za wulgarne lub propagujące przemoc, reklamy, cenniki, ogłoszenia, oferty mogą być kierowane do Operatora za pośrednictwem formularza reklamacyjnego Serwisu dostępnego poniżej pod nazwą „ocenzuruj treści”.
  3. Osoba zgłaszająca wniosek „ocenzuruj treści” obowiązana jest do prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego, o którym mowa w powyższym punkcie, w szczególności poprzez wskazanie powodu zgłoszenia reklamacji, wykazanie zasadności reklamacji, podanie danych identyfikujących osobę zgłaszającą reklamację, w tym w szczególności imienia i nazwiska, adresu e-mail, numeru telefonu, podanie danych identyfikujących Opinię, której dotyczy reklamacja, a także konkretnego uzasadnienia związanego ze składaną reklamacją.
  4. Reklamacje rozpatrywane są przez Operatora w kolejności otrzymywanych zgłoszeń, w terminie 90 dni od daty otrzymania kompletnego zgłoszenia przez Operatora, pod warunkiem prawidłowego wypełnienia formularza reklamacyjnego przez zgłaszającego reklamację.
  5. Operator zastrzega, że zgłoszenia niekompletne, niezgodne z niniejszym wyciągu z regulaminu, zawierające nieprawidłowe lub nieprawdziwe informacje zostaną automatycznie usunięte z kolejki oczekujących na rozpatrzenie, bez dalszej ich weryfikacji oraz bez udzielenia odpowiedzi.
  6. Reklamacje zgłaszane w innym zakresie oraz innej formie niż wskazana w niniejszym paragrafie są automatycznie usuwane z systemu i nie są przekazywane i rozpatrzenia przez Operatora.
  7. Formularz ocenzuruj treści

Najpopularniejsze tematy na forum

Toruń

Puławy

Dobczyce

parking Okęcie

Opole

Ząbki

Kraków

Poznań

Rybnik

its Rzeszów

Proszowice

Krapkowice

Wrocław

Głubczyce

Tychy

Tczew

Chorzów

Bydgoszcz

Warszawa

Trzebinia wyzsza Za Szkołą
Murarz Bydgoszcz
Kucharz Warszawa Wawer

Koszalin

kasjerka Piaseczno lubfarm Lublin

Lębork

Lublin

tarnowskie Góry

Głogów

Gogolin

Miechów

Dzierżoniów szymanski Jacek

Kłodzko

Hydraulik Zabrze

Kluczbork

Sopot

jastrzebie Zdrój

Pruszków

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2018 najgorszapraca.net.pl | regulamin